Drukuj tę stronę

PREZES Z TRĄBEK

RZECZPOSPOLITA, 12 MARCA 2003

Na przełomie lat osiemdziesiątych w kręgach opozycji antykomunistycznej mówiło się, że zarówno opozycyjna prawica, jak i lewica mają swoich najczęściej zatrzymywanych przez milicję działaczy. Dla antykomunistycznej lewicy taką najbardziej represjonowaną postacią był Adam Michnik. Wśród prawicowców najwięcej zatrzymań na koncie miał Marian Piłka.

Gdy zjazd ZChN wybrał Piłkę przed dwoma tygodniami na nowego prezesa, dla wielu mniej uważnych obserwatorów sceny politycznej decyzja Zjednoczenia była zaskoczeniem. Jak to możliwe, że w partii, w której są tak znani politycy, jak Stefan Niesiołowski czy Jan Łopuszański, prezesem zostaje "jakiś Piłka"? -- pytano.

Kurs rolniczy

W krótkiej notce biograficznej nowego prezesa, przekazanej dziennikarzom przez ZChN, napisano, że Piłka "urodził się 16 czerwca 1954 roku w Trąbkach koło Garwolina w rodzinie chłopskiej", napisano także, że jest właścicielem "gospodarstwa rolnego o powierzchni 5, 3 ha w Trąbkach". -- Na tej ziemi jesteśmy od wielu lat, nasza rodzinna legenda mówi, że bracia Piłkowie przyszli do Trąbek z Ukrainy w okresie Księstwa Warszawskiego -- opowiada Marian Piłka. Gdy obecny lider ZChN skończył studia (historia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim) , okazało się, że nie może przejąć ziemi po ojcu, bo nie ma uprawnień rolniczych. Szybko skończył więc odpowiedni kurs i choć w tym czasie chęć zajęcia się ojcowizną wyraziła jego siostra wraz z mężem, to po podziale majątku przypadło mu ponad 5 hektarów. -- To była mniejsza część gospodarstwa, z lasem, resztówka, którą zajmują się dziś moi rodzice -- mówi Piłka.

W pokoju z Borusewiczem

W czasie studiów Marian Piłka uczestniczył w spotkaniach duszpasterstwa akademickiego dominikanów organizowanych przez ojca Ludwika Wiśniewskiego, który przed wyjazdem do Lublina (gdzie studiował Piłka) był już dobrze znany w środowisku gdańskiej opozycji.

Właśnie duszpasterstwo ojca Ludwika zorganizowało spotkanie ze Stefanem Kisielewskim, które wywarło na Piłce ogromne wrażenie: ktoś nareszcie mówił głośno i na oficjalnie organizowanym spotkaniu rzeczy do tej pory szeptane po kątach. Po spotkaniu z Kisielewskim Marian Piłka zaproponował ojcu Wiśniewskiemu zorganizowanie grupy samokształceniowej. Jej liderem stał się Bogdan Borusewicz, także student historii na KUL i starszy kolega Piłki z jednego pokoju w akademiku. -- To był trzyosobowy pokój, ale my dwaj trzymaliśmy się razem -- wspomina dziś Borusewicz. -- Wprowadzałem go w działalność opozycyjną, był bardzo aktywny, ciągle chciał coś robić, prowadził działania samokształceniowe, pracował w kole historyków i w samorządzie studenckim.

Wkrótce działalność samokształceniowa przerodziła się w jednoznacznie polityczną. Borusewicz najlepiej pamięta "samodzielną inicjatywę Mariana" w rocznicę grudnia 1970. Piłka z dwiema koleżankami (a uważany był za "pożeracza niewieścich serc") pod koniec 1975 roku zorganizowal w Lublinie mszę świętą w rocznicę wydarzeń grudniowych. Wtedy też zaczął się długi ciąg zatrzymań i aresztowań -- milicja złapała Piłkę i jego koleżanki przy wieszaniu klepsydr informujących o mszy. Piłka -- korzystając z wcześniejszych wskazań bardziej doświadczonego Borusewicza -- odmówił składania zeznań i był to pierwszy głośny wypadek tego rodzaju. Mówiła o nim przez kilka miesięcy Wolna Europa, traktując chyba przypadek Piłki jako instruktaż dla innych aresztowanych. Marian Piłka i jego wspólniczki zostali zresztą po 48 godzinach wypuszczeni, a sprawę przeciw nim umorzono.

W stronę ROPCiO

Związki z ojcem Ludwikiem Wiśniewskim zaowocowały nawiązaniem kontaktów z opozycją gdańską i z wyrastającym na jej lidera Aleksandrem Hallem. -- Poznaliśmy się w połowie lat siedemdziesiątych w klasztorze św. Anny pod Częstochową na pielgrzymce akademickiej -- wspomina Hall.

W 1976 roku, na kilka miesięcy przed powstaniem Komitetu Obrony Robotników, grupa, z którą związany był Marian Piłka, przeprowadziła zbiórkę pieniędzy na pomoc robotnikom z Radomia. W lecie Piłka osobiście pojechał do rodzinnych Trąbek i wśród znajomych oraz sąsiadów zebrał dwa i pół tysiąca złotych, co wydawało się na owe czasy sporą sumą.

Przy okazji pomocy dla Radomia Piłka rozpoczął współpracę ze środowiskami skupionymi wokół Leszka Moczulskiego. Od 1977 roku uczestniczył w Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, który był podówczas najważniejszą niepodległościową i prawicową opozycyjną alternatywą dla wyraźnie lewicującego KOR. -- Pamiętam, że organizował zbieranie podpisów pod petycjami domagającymi się transmisji mszy świętej w radiu. Był bardzo silnie związany z katolicyzmem, miał poczucie służby i silnie wyrobione poczucie odpowiedzialności za sprawy Polski -- opowiada dziś Leszek Moczulski, wówczas lider ROP-CiO.

Dni rozgrywek

"Piłka wysłana. Przybędzie w dniu rozgrywek" -- telegram tej treści wysłał Moczulski do Stanisława Kusińskiego, przemyskiego działacza Ruchu, gdy skierował Mariana Piłkę do pomocy w organizowaniu akcji ulotkowej w Przemyślu. Piłka i Kusiński szybko rozdali ulotki, a ponieważ tłum wokół nich ciągle się nie rozchodził, Piłka zaczął przemawiać. Historia ta skończyła się dla obecnego prezesa ZChN zatrzymaniem i brutalnym pobiciem w przemyskim areszcie.

W drugiej połowie lat siedemdziesiątych Marian Piłka uczestniczył też w kolportażu na Lubelszczyźnie niecenzurowanego pisma "Gospodarz", przeznaczonego dla środowisk wiejskich. Jednym z jego redaktorów był Stanisław Michalkiewicz, dziś wiceprezes Unii Polityki Realnej. -- Nie poznaliśmy się przy okazji "Gospodarza". Słyszałem jednak wcześniej wiele o Piłce i bardzo chciałem go poznać. Po raz pierwszy zetknęliśmy się w 1978 roku na spotkaniu u Wojciecha Ziembińskiego. Wiem, że działał z Aleksandrem Hallem w Ruchu Młodej Polski, organizacji endekoidalnej. Hall potem zmienił poglądy, Piłka przy nich pozostał -- wspomina Michalkiewicz i dodaje: -- Marian Piłka był bardzo odważnym człowiekiem, jako student nie mógł liczyć na nikogo, ale działał pod własnym nazwiskiem, co wymagało wówczas odwagi, podobnie jak wymagało odwagi przeciwstawianie się modnym poglądom.

Z ubeckich rąk

Gdy ROPCiO rozpadł się na grupę Leszka Moczulskiego (był w niej m. in. Hall) i zwolenników Andrzeja Czumy, Piłka był początkowo nieco bliżej Czumy, choć w sytuacji rozłamu wraz z Bronisławem Komorowskim i Janem Dworakiem postanowił robić coś nowego, funkcjonującego ponad podziałami. Tak narodziła się "Biblioteka Historyczno-Literacka", niezależne wydawnictwo, którego historyczną "frakcję" współtworzyli Komorowski i Piłka. -- Wydawaliśmy m. in. "Na probostwie w Wyszkowie" Żeromskiego, książki Łojka. Marian był bardzo dzielnym człowiekiem, co przypłacił zresztą kilkakrotnym pobiciem przez milicję. Swoją heroiczną postawę prezentował zresztą nie zawsze w sytuacjach, które tego wymagały -- mówi dziś Jan Dworak i przypomina historię, jak Piłka w 1979 roku wraz z Bronisławem Komorowskim i jego żoną zostali aresztowani w mieszkaniu tego ostatniego, w którym milicja znalazła powielacz. -- Zawieźli ich na komendę przy Wilczej, parę godzin przesłuchiwali, po czym milicjanci zgłodnieli i zaproponowali, że jeśli Komorowscy dadzą pieniądze, to mogą także im zamówić coś do jedzenia. Komorowscy zgodzili się, ale poprosili, aby część jedzenia przekazać też siedzącemu w innej celi Marianowi. Po chwili jeden z przesłuchujących wrócił do Komorowskich zdenerwowany i powiedział: "Ten wasz kolega to wariat. Powiedział, że z ubeckich rąk nie weźmie jedzenia".

Od piłsudczyzny do endecji

Przyszły lider ZChN uznał niedługo, że jego miejsce jest w tworzonym przez Aleksandra Halla Ruchu Młodej Polski, chciał nawet przenieść do RMP całe wydawnictwo, ale niechętni temu byli pozostali partnerzy. -- Marian szybko dołączył do RMP i do powstania "Solidarności" wiódł żywot zawodowego opozycjonisty -- mówi Aleksander Hall. Obecny przewodniczący Partii Konserwatywnej podkreśla, że poznał Mariana Piłkę jako "zażartego piłsudczyka", podczas gdy gdańska część RMP chętniej sięgała do pism przedwojennych endeków, szczególnie Romana Dmowskiego. Piłka pisał zresztą (u Władysława Bartoszewskiego) pracę magisterską na temat Konwentu Organizacji Niepodległościowych, piłsudczykowskiej organizacji podziemnej z czasów okupacji. -- Moja rodzina zawsze miała sympatie piłsudczykowskie. Dopiero pod koniec studiów zetknąłem się z pracami ideologów narodowej demokracji, Dmowskiego i Popławskiego -- opowiada Piłka.

Szczoteczka do zębów i podręcznik do angielskiego

Sierpień 1980 roku zastał Mariana Piłkę w Warszawie. -- Zorganizowaliśmy akcję ulotkową w MZK, bo uznaliśmy je za nerw stolicy, wiedzieliśmy, że jeżeli staną autobusy i tramwaje, to stanie cała Warszawa -- tłumaczy Marian Piłka. Gdy po Porozumieniach Gdańskich powstała "Solidarność", Piłka zaczął pracę w Ośrodku Badań Społecznych Regionu Mazowsze. Był wówczas zwolennikiem porozumienia, umiarkowania w żądaniach i działaniach. -- Uważałem, że cierpliwość Rosji ma swoje granice -- tłumaczy swoją ówczesną postawę Marian Piłka. Zmienił zdanie 12 grudnia 1981 roku, po wysłuchaniu taśm z posiedzenia "Krajówki" w Radomiu, gdzie Wałęsa mówił o "targaniu po szczękach". -- Uznałem, że Rosji jednak nie należy ustępować.

Gdy nocą, kilka godzin później, milicjanci zastukali do drzwi domu rodziny Piłków w Trąbkach, nie wiedzieli oczywiście o nagłej radykalizacji poglądów działacza, którego przyjechali internować. Za piętnaście pierwsza w nocy Mariana obudziła matka, mówiąc, że do drzwi dobijają się milicjanci. Pytała, czy ma ich wpuścić do środka. -- Nie wpuszczać, bo przecież o takiej godzinie nie mają prawa wejść -- odpowiedział Piłka. Gdy jednak wyjrzał przez okno i zobaczył dom obstawiony przez milicję, zaczął się pakować. -- Zanim wyłamali drzwi, zdążyłem zapakować szczoteczkę do zębów, golarkę, podręcznik do angielskiego i trzy tomy "Historii filozofii" Tatarkiewicza -- opowiada Piłka. Od razu chciał uciec, liczył na to, że wysiądzie "na siusiu" i uda mu się czmychnąć gdzieś w las, jednak wraz z nim z samochodu wyszedł milicjant przykuty do Piłki kajdankami.

Internowano go najpierw w Białej Podlaskiej, potem trafił do Włodawy, a w końcu do Załęża koło Rzeszowa. Tam też wróciła myśl o ucieczce. Zgłosił się do szpitala. Lekarz (dawny działacz "Solidarności") przyjął go -- zdrowego -- na oddział. Aby nie narażać doktora na podejrzenia o pomoc w ucieczce, Marian Piłka musiał poddać się zbędnej operacji żylaków, a potem rozpocząć leczenie nie istniejących wrzodów żołądka.

Braciszek postulant

W szpitalu kwitło życie towarzyskie, "chorego" odwiedzali liczni działacze "Solidarności", przynosili bibułę, którą Piłka kolportował wśród pielęgniarek -- co stało się zresztą przyczyną rewizji. Gdy było już jasne, że niebawem będzie musiał wrócić do "internatu", Marian Piłka podjął decyzję o ucieczce -- zgolił wąsy, zdjął okulary, przebrał się z piżamy w "cywilne" ubranie (które przechowywała dla niego pracująca w szpitalu na okulistyce siostra Mariana Krzaklewskiego) i 6 sierpnia 1982 roku nie niepokojony przez nikogo wyszedł ze szpitala.

Początkowo ukrywał się w klasztorze bernardynów, którzy skierowali go do pracy w kuchni jako "braciszka postulanta". Później mieszkał w kilku innych miejscach, m. in. u znajomych z "Biblioteki Historyczno-Literackiej". Milicja zatrzymała go w Trąbkach w maju 1983, dostał wyrok w zawieszeniu. Zrehabilitowano go w 1994 roku, choć się tego nie domagał.

W 1984 roku powołano "Przegląd Katolicki" i Marian Piłka został jednym z jego redaktorów. Opublikował tam serię artykułów podkreślających konieczność budowania szerokiego ruchu katolickiego. -- "Przegląd" był pismem liberalnych katolików i często w rozmowach byliśmy dość krytyczni wobec części hierarchii, szczególnie wobec prymasa Glempa. Marian zawsze występował w jego obronie -- mówi dziś jeden z dziennikarzy, ówczesny kolega Piłki.

Rozstanie z Hallem

Marian Piłka nie startował w wyborach do kontraktowego Sejmu w 1989 roku, bo podobnie jak część prawicowej opozycji nie miał ochoty na zbyt daleko idące kompromisy. Przyjął jednak ofertę pracy w Urzędzie Rady Ministrów, jaką złożył mu niedługo później Aleksander Hall, minister ds. kontaktów z partiami politycznymi w gabinecie Tadeusza Mazowieckiego. Piłka został doradcą do spraw polonijnych. Gdy niedługo później zaczęło się tworzyć Zjednoczenie Chrześcijańsko--Narodowe, uznał, że właśnie w to ugrupowanie należy się zaangażować. -- Odpowiadała mi ta opcja światopoglądowa, a ponadto uważałem, że będzie to główne ugrupowanie prawicowe w Polsce -- tłumaczy dziś prezes ZChN. -- Nasze rozejście się w latach 1989 -- 90, gdy pracowaliśmy razem, dotyczyło kwestii politycznych. Marian był bardziej krytyczny wobec rządu Mazowieckiego i uwierzył w propozycję przedstawioną przez ZChN -- mówi Aleksander Hall.

Od pierwszego zjazdu Zjednoczenia Marian Piłka był nieprzerwanie we władzach partii.

Przemówienia z kartki

W 1991 roku został posłem, wziął urlop bezpłatny z Urzędu Rady Ministrów i zajął się działalnością parlamentarną. W Sejmie pierwszej kadencji został wiceprzewodniczącym Komisji Współpracy z Polonią. -- Przygotowałem w niej projekt rezolucji dotyczącej pomocy Polakom na Litwie, która jednak została zablokowana przez Bronisława Geremka -- mówi Piłka.

-- Nie był błyskotliwym mówcą sejmowym, bo przemawiał zawsze z kartki -- mówi ówczesny kolega klubowy Piłki, Marek Jurek. Sam Marian Piłka najlepiej pamięta oświadczenie w sprawie polskiej racji stanu, jakie złożył w 1992 roku, gdy ostrzegał przed konsekwencjami kryzysu polskiego patriotyzmu. Głośne były także jego wystąpienia przeciw bezwzględnemu zakazowi użycia przymusu fizycznego oraz przygotowana razem z Markiem Jurkiem (najbliższym mu ideowo politykiem w ówczesnym ZChN) poprawka do ordynacji wyborczej, zakładająca niedopuszczanie do wyborów list, na których byli członkowie PZPR stanowią ponad połowę kandydatów. -- Tę naszą propozycję nawet nie wszyscy w ZChN traktowali poważnie -- przypomina dziś Jurek.

Niedoszła obstawa Macierewicza

"Noc teczek", 4 czerwca 1992 roku, Marian Piłka przeżył bardzo emocjonalnie. Późnym wieczorem dzwonił do domu Antoniego Macierewicza proponując, że pojedzie do niego i jako "prywatna obstawa" będzie pilnował bezpieczeństwa ówczesnego szefa MSW. Macierewicz jednak potrafił uspokoić Piłkę i wyperswadować mu nocną wyprawę. Szybko zresztą przyszły prezes ZChN doszedł do wniosku, że Antoni Macierewicz jednak zaszkodził jego stronnictwu, i z równym zapałem, jak chciał go wcześniej bronić, zaatakował ówczesnego wiceprezesa Zjednoczenia.

Wybory w 1993 roku przerwały parlamentarną karierę Mariana Piłki. -- Gdyby ZChN przekroczyło próg 8 procent, to dostałbym się do parlamentu, bo w swoim okręgu zdobyłem wystarczającą liczbę głosów -- mówi Piłka. Po wyborach napisał do działaczy swojego stronnictwa list otwarty zatytułowany "Przyczyny klęski", w którym krytykował Henryka Goryszewskiego ("znawcę taryfy kolejowej i wieloletniego działacza ZSL") , Mirosława Jakubowskiego (za "uczynienie z własnego stanowiska odskoczni do synekur w postaci rad nadzorczych") oraz Stefana Niesiołowskiego (za "jego głupie i serwilistyczne wobec UD oświadczenia") .

Głos na Gronkiewicz-Waltz

W 1993 roku Marian Piłka wrócił do pracy do URM. Zgodnie z przepisami byłego posła nie można zwolnić z pracy przez dwa lata od chwili wygaśnięcia mandatu bez zgody Sejmowej Komisji Regulaminowej. Piłkę usiłował jednak usunąć z Urzędu jego ówczesny szef, Michał Strąk, zdaniem którego kwalifikacje historyka nie były wystarczające do zajmowania się sprawami Polonii. Komisja Regulaminowa uznała, że powody podane przez Strąka nie są wystarczające do uzyskania jej zgody. Niedługo potem problem przestał istnieć: Marian Piłka wziął urlop bezpłatny, gdy otrzymał propozycję wyjazdu na stypendium na Uniwersytet Georgetown w Waszyngtonie. Studiował tam zagadnienia gospodarcze i handel międzynarodowy, odbył też praktykę u boku demokratycznego kongresmana polskiego pochodzenia Johna Dingella.

Piłka nie ukrywa, że w pierwszej turze wyborów prezydenckich głosował (w USA) na Hannę Gronkiewicz-Waltz, mimo że jego partia na krótko przed głosowaniem przeniosła poparcie na Lecha Wałęsę. -- Musiałem tak zrobić nie dlatego, iż byłem przekonanym zwolennikiem pani Waltz, ale ze zwykłej przyzwoitości -- mówi Piłka, który uważa, że "niewierność", której dopuściło się Zjednoczenie wobec swojej kandydatki, jest główną przyczyną spadku popularności partii.

Z Serbią przeciw Niemcom

Niedługo po powrocie do Polski, w styczniu 1996 roku, został zwolniony z URM.

W kraju okazał się idealnym kandydatem na nowego prezesa, choć wcześniej nie przejawiał ambicji przywódczych, zadowalając się ograniczonym wpływem na decyzje swojej partii. -- Jest samodzielny umysłowo, ma duży staż opozycyjny, nie był zaangażowany w wewnętrzne starcia w ZChN i nie odpowiada za kompromitację partii przed pierwszą turą -- mówi jeden ze zwolenników Piłki we władzach stronnictwa. -- Jest bez pracy, nie ma telefonu i uchodzi za ekscentryka -- twierdzą przeciwnicy.

Pozycji Piłki w ZChN nie pogorszyły jednak pamiętane wciąż kontrowersyjne wypowiedzi na tematy polityki zagranicznej, przede wszystkim akcentujące konieczność dystansowania się w stosunku do NA-TO, wzmocnienia związków ze Wschodem, a nawet idea współpracy z prawosławną Serbią, która miałaby stać się naturalnym sojusznikiem Polski przeciw dominacji Niemiec w Europie. Marian Piłka nie wypiera się swoich poglądów. Podkreśla jednak, że jeśli nie będzie innego systemu bezpieczeństwa europejskiego, to Polska będzie zmuszona do wybrania pronatowskiej orientacji. Jeśli zaś chodzi o zacieśnianie kontaktów ze Wschodem, to Piłce marzy się środkowoeuropejska strefa wolnocłowa obejmująca oprócz Polski także Ukrainę i Białoruś. Taka strefa sprzyjałaby zacieśnieniu więzi gospodarczych między Polską a naszymi wschodnimi sąsiadami, a jednocześnie wyciągałaby je ze strefy wpływów rosyjskich. Jednak nawet najbliżsi współpracownicy Mariana Piłki w ZChN nie traktują poważnie jego koncepcji międzynarodowych, nie dlatego, że uważają je za nierozsądne, ale przede wszystkim dlatego, że są one dziś nierealne.

Nie rozmawiał, tylko negocjował

-- Marian uważa, że zadaniem jego formacji jest dokonanie w Polsce "rekonkwisty cywilizacyjnej". Sądzi, że najważniejszy spór w Polsce dotyczy kwestii cywilizacyjnych, kulturowych. Fascynuje go katolicka myśl średniowieczna. W sferze polityki jest kontynuatorem myśli endeckiej, w której zagrożeniem dla Polski są Niemcy -- mówi Hall. -- Miał zawsze stałe przekonania niepodległościowe, choć nie nazwałbym go fundamentalistą. Zawsze był otwarty na argumenty -- twierdzi Leszek Moczulski. Odmienny pogląd wyraża jednak Jan Dworak: -- Gdy spotkałem go w 1990 roku, nie mogliśmy znaleźć już wspólnego języka. O sprawach poważnych nie mówił w sposób normalny, ale negocjował. Stał się politykiem, osobą nieprzemakalną, z poczuciem misji, którą trzeba spełnić. Sprawy ideologiczne wzięły górę nad jego stroną ludzką. -- To doktryner, człowiek, u którego na obraz rzeczywistości nakłada się kalka własnych poglądów i uprzedzeń. Szczególnie groźne dla ZChN są dziś uprzedzenia Piłki względem Unii Wolności -- ocenia poglądy Mariana Piłki jeden z jego dawnych kolegów z Ruchu Młodej Polski.

Doskonały tancerz

Opublikowanemu przed paru laty w "Polityce Polskiej" wywiadowi z Marianem Piłką Ewa Polak nadała tytuł "Człowiek nie z tej ziemi". -- Piłka to osobowościowo duży kontrast. Występując publicznie robi wrażenie człowieka kostycznego, a w rzeczywistości jest świetnym kompanem, z ogromnym poczuciem humoru, człowiekiem mogącym samodzielnie długo zabawiać towarzystwo -- mówi Hall. -- Jest człowiekiem otwartym, sympatycznym i inteligentnym. Obok swoich działań politycznych znajdował zawsze czas, aby pomóc ojcu w żniwach -- wspomina przewodniczący KPN. -- Marian był bliskim przyjacielem, do którego miałem stuprocentowe zaufanie, w trudnych czasach znajomych zaopatrywał w żywność przywożoną ze wsi, w kartofle i kapustę -- przypomina Jan Dworak. -- Był zawsze bardzo towarzyski i uczuciowy, doskonały tancerz -- mówi Marek Jurek.

Mimo że cieszył się sporym powodzeniem u kobiet, jest wciąż kawalerem. Czy lider partii katolickiej głoszący konieczność polityki prorodzinnej może być kawalerem? -- W naszej rodzinie mężczyźni żenili się późno -- odpowiada na taki zarzut prezes ZChN i dodaje, że wprawdzie nie ma własnych dzieci, ale za to ma wielu chrześniaków. -- Poza tym drogowskaz nie powinien iść w stronę, którą wskazuje -- mawia często półżartem Marian Piłka.